Stylizacja włosów to nie tylko kwestia doboru kosmetyków, ale przede wszystkim ich jakości i odpowiedniego zastosowania. Nazywam się Amadeo Wilczewski – od ponad 15 lat jestem fryzjerem-stylistą, pracującym zarówno z klientami w salonie, jak i za kulisami pokazów mody. Jako ambasador marki Hair by Sam McKnight mam przyjemność używać jej produktów na co dzień i wiem, że mogę dzięki nim osiągnąć efekty zadowalające mnie oraz – co najważniejsze – każdą osobę, która siada na moim fotelu. Wraz z nadejściem lata chciałbym podzielić się moimi ulubionymi produktami z linii Cool Girl oraz kilkoma innymi od Sama McKnighta, które idealnie pasują do obecnej pory roku i uzupełniają styl „cool girl”. To właśnie ten nonszalancki, lekko potargany, a zarazem stylowy look cieszy się latem największą popularnością. Poniżej znajdziecie produkty, które sam polecam – prosto z perspektywy fryzjera, ale w zrozumiałym języku klienta, z kilkoma praktycznymi poradami i anegdotami z mojego doświadczenia.
Cool Girl Barely There Texture Mist – kultowa mgiełka na efekt „done, undone”
Cool Girl Barely There Texture Mist – nasz letni bestseller od Sam McKnight.
Zaczynam od absolutnego hitu. Cool Girl Barely There Texture Mist to produkt, który niemal codziennie trzymam w ręku w pracy. Ta lekka mgiełka teksturyzująca natychmiast dodaje włosom objętości i swobodnej, „ledwo ułożonej” tekstury. Uwielbiam ten efekt – włosy wyglądają, jakbyście nic z nimi nie robiły, a jednak zyskują seksowny, nonszalancki charakter plażowej surferki. Sam McKnight opisuje ten styl jako „done, undone”, czyli fryzura celowo wyglądająca na lekko potarganą, jak po wakacyjnym wietrze. Spray Cool Girl to właśnie zamknięcie tego efektu w butelce – nie bez powodu magazyn Vogue nazwał go „Sam w puszce”, bo odtwarza w sekundę słynny look tworzony przez legendę fryzjerstwa, Sama McKnighta.
Co ważne z perspektywy fryzjera, mgiełka Cool Girl ma ultralekką formułę, którą można wyczesać bez trudu – włosy pozostają miękkie, nie sklejają się ani nie robią matowe. Mimo to fryzura zyskuje trwałe uniesienie i teksturę, które utrzymują się przez wiele godzin. Ten produkt został zresztą obsypany nagrodami – zdobył tytuł Cosmopolitan Best Dry Volume Spray 2023 i uchodzi za jeden z najlepszych sprayów teksturyzujących na rynku. W naszym salonie to bestseller, absolutny must-have na letnie stylizacje.
Jak używam tej mgiełki? Zdradzę Wam mój trik: po wymodelowaniu włosów biorę Cool Girl Mist, proszę klientkę, by opuściła głowę w dół, i obficie spryskuję włosy u nasady oraz po długościach, następnie „mierzwię” je dłońmi. Efekt to objętość od nasady i pełnia tekstury – włosy zyskują tę cudowną, lekko potarganą objętość, jakby wyschły na letnim wietrze. Można też spryskać włosy na stojąco, nakładając mgiełkę na koronę, środkowe partie i końce – a potem przeczesać palcami dla uzyskania kontrolowanego nieładu. Mgiełka ma piękny, unikalny zapach stworzony we współpracy z perfumiarką Lyn Harris – wyczujecie nuty kadzidła, jałowca i lilii wodnej, inspirowane ogrodem Sama McKnighta skąpanym w deszczu. Dzięki temu używanie jej to czysta przyjemność zarówno dla włosów, jak i zmysłów.
Cool Girl Barely There Texture Mist to mój tajny oręż przy tworzeniu fryzur typu „cool girl” dla modelek na sesjach i pokazach, ale także dla każdej klientki marzącej o luzie prosto z festiwalu czy plaży. Jeśli macie włosy pozbawione życia lub zbyt śliskie, by utrzymać skręt – parę pryśnięć tą mgiełką i fryzura nabiera charakteru oraz trwałości bez uczucia ciężkości. Nie dziwię się, że ten produkt zyskał status „kultowego” – sama widzę, jak klientki do niego wracają.
Lazy Girl Dry Shampoo – ekspresowe odświeżenie i objętość
Lazy Girl Dry Shampoo – ultralekki suchy szampon, idealny na zabiegane dni.
Kolejny niezbędnik, szczególnie latem, to Lazy Girl Dry Shampoo, czyli suchy szampon od Sam McKnight. Wakacyjne upały potrafią dać się włosom we znaki – skóra głowy szybciej się przetłuszcza, a nie zawsze chcemy (lub mamy czas) codziennie myć i suszyć włosy. W takich sytuacjach sięgam po Lazy Girl, który natychmiast odświeża fryzurę, pochłania sebum u nasady i dodaje włosom lekkości oraz objętości. Jego formuła jest ultralekka i transparentna, więc nie pozostawia białego osadu nawet na ciemnych włosach ani nie powoduje matowego efektu – włosy wciąż wyglądają na zdrowe i mają naturalny połysk. Co więcej, można ten szampon dokładać w ciągu dnia, bo nie obciąża pasm i nie tworzy skorupy. Włosy pozostają miękkie, jak po świeżym myciu, tylko uniesione u nasady i przyjemnie pachnące.
A właśnie, ten zapach! Suchy szampon Lazy Girl – podobnie jak mgiełka Cool Girl – ma botaniczną kompozycję zapachową inspirowaną ogrodem Sama: mieszankę żywicznego kadzidłowca, drzewa jałowcowego i lilii wodnej. Dzięki temu odświeżacie nie tylko wygląd włosów, ale i ich aromat, co daje poczucie czystości. Klientki nieraz mówiły mi, że po zastosowaniu czują się, jakby właśnie wyszły z salonu.
Jak używać Lazy Girl? Przed użyciem mocno wstrząśnijcie puszką (to ważne, by puder się wymieszał). Następnie spryskajcie suche włosy u nasady z odległości około 20 cm. Ja zazwyczaj spryskuję przedziałki sekcja po sekcji, szczególnie w miejscach, gdzie włosy się przetłuszczają (np. grzywka, czubek głowy). Potem delikatnie wmasowuję produkt w skórę głowy palcami lub szczotką, żeby wchłonął sebum. Pro tip od fryzjera: możecie użyć suszarki z chłodnym nawiewem, kierując go u nasady – to pomoże równomiernie rozprowadzić suchy szampon i dodatkowo unieść włosy. Po takiej szybkej akcji włosy są odświeżone, odbite od skóry, lekko usztywnione (ale nie sztywne!) i pełne objętości, jak po porannym myciu.
Dla mnie Lazy Girl to nie tylko „suchy szampon na leniwy dzień”, ale także pełnoprawny kosmetyk stylizacyjny. Często używam go, by nadać fryzurze więcej tekstury – np. przed upięciem koka czy warkocza na drugi dzień po myciu. Zamiast tapirować włosy, wystarczy spryskać je tym szamponem przy skórze – włosy stają się bardziej „chropowate” w dotyku i fryzura lepiej się trzyma. Sam McKnight mówi wręcz, że to jego wymarzony suchy szampon, który jednocześnie styluje włosy – w 100% się z tym zgadzam. Latem, gdy jesteśmy ciągle w biegu między spotkaniami a plażą czy festiwalem, Lazy Girl bywa zbawieniem: w kilka sekund przywraca świeżość i objętość fryzurze, nie zabierając nam cennego czasu.
Sundaze Sea Spray – plażowe fale i ochrona przed słońcem
Sundaze Sea Spray – słoneczny spray z solą morską, który chroni włosy latem.
Żaden letni zestaw do stylizacji nie byłby kompletny bez sprayu solnego. Mój wybór to Sundaze Sea Spray od Sam McKnight – to dosłownie letnia bryza zamknięta w butelce. Ta mgiełka daje efekt włosów muśniętych morską wodą i słońcem: miękkie, naturalne fale jak prosto z plaży, lekko matowe, ale bez nieprzyjemnej szorstkości czy sztywności, jakie czasem dają typowe spraye solne.
Sundaze inspirowany jest klimatem Ibizy – pachnie wakacjami i daje włosom ten wakacyjny luz. Co istotne, Sam McKnight zadbał, by oprócz stylizacji spray też pielęgnował i chronił włosy w trudnych warunkach letnich. W formule znajdziemy naturalną sól morską dla tekstury, ale połączoną z ekstraktem z nasion słonecznika (Heliogenol™), który chroni pasma przed promieniowaniem UVA i UVB. To świetna wiadomość dla farbowanych włosów – spray zabezpiecza kolor przed blaknięciem na słońcu i włosy przed przesuszeniem czy łamliwością od UV.
Dodatkowo mamy tu prowitaminę B5, olej rycynowy i ekstrakt z hibiskusa, które odżywiają włosy, zapobiegając typowemu dla soli efektowi sianowatych, suchych kosmyków. Dzięki temu fale są miękkie w dotyku, nigdy sztywne czy chrupkie – można przeczesywać włosy palcami, a one wciąż wyglądają świetnie.
Latem często używam Sundaze Sea Spray przygotowując włosy do naturalnych stylizacji. Jak go aplikować? Są różne metody, w zależności od efektu. Jeśli chcę uzyskać plażowe fale u klientki o prostych włosach, spryskuję obficie wilgotne włosy (np. zaraz po umyciu, lekko osuszone ręcznikiem) na całej długości, omijając skórę głowy. Następnie ugniatam pasma dłońmi, jakbym formował falę – i zostawiam do wyschnięcia na powietrzu.
Ta mgiełka naprawdę wydobywa naturalny skręt włosów, nawet jeśli na co dzień są dość proste. Można też wysuszyć włosy suszarką z dyfuzorem, pochylając głowę w dół – uzyskamy wtedy jeszcze więcej objętości (polecam ten sposób paniom o cienkich włosach, które marzą o surferskich falach pełnych objętości).
Sundaze ma formułę budującą efekt, co oznacza, że można go dokładać warstwowo. Jeśli po pierwszej aplikacji fale są zbyt delikatne, spryskajcie suche już włosy ponownie i znów pougniatajcie – spray pozwala kontrolować intensywność skrętu bez sklejania włosów. Co więcej, możecie go użyć na suche włosy następnego dnia, by odświeżyć fryzurę po plaży czy basenie – pasma odzyskają teksturę, a przy okazji dołożymy im kolejną porcję filtrów UV.
Jedna z moich klientek zapytała mnie ostatnio, jak to możliwe, że jej włosy po sprayu solnym są takie miękkie. Sekret tkwi w formule Sundaze – zero wysuszenia, zero lepkości. Fryzura wygląda, jakbyście spędzili dzień na plaży, ale włosy w dotyku są jak po świetnej odżywce, a nie po soli.
Dla mnie jako fryzjera ważne jest też to, że produkt jest odporny na wilgoć – fale utrzymują kształt nawet w upalny, parny dzień. Dodam, że butelka jest wykonana w 30% z plastiku z recyklingu, więc marka dba również o środowisko.
Sundaze Sea Spray to idealny wybór na lato: stylizuje i chroni włosy w jednym kroku. Zabieram go ze sobą na każdy letni wyjazd i często polecam klientkom przed urlopem – mówię wtedy:
„Spryskasz włosy, wgnieciesz fale, założysz okulary przeciwsłoneczne… i wyglądasz jak gwiazda festiwalu na Ibizie!”
Naprawdę, efekt cool girl summer gwarantowany!
Cool Girl SuperLift Root Spray – maksymalne uniesienie od nasady
Spray unoszący włosy u nasady, który dodaje objętości bez sklejania – idealny do letnich stylizacji z efektem „cool girl”.
Mgiełka Cool Girl daje objętość i teksturę na długościach, ale czasem potrzebujemy dodatkowego wsparcia u nasady włosów – zwłaszcza jeśli są cienkie lub oklapnięte. W takich sytuacjach sięgam po Cool Girl SuperLift Root Volumising Spray, czyli spray unoszący włosy u nasady. To produkt stworzony z myślą o szybkim dodaniu włosom "Super LIFTu" – natychmiast unosi włosy przy skórze i daje efekt pełniejszej fryzury o znacznie większej objętości po wysuszeniu.
Jego formuła jest oparta na wodzie, bardzo lekka, więc nie obciąża nawet delikatnych pasm. Zawiera za to innowacyjne naturalne polimery (Biostyle CGP™), które utrwalają uniesienie bez usztywnienia i sklejenia – włosy są podniesione, ale nadal miękkie i sprężyste.
Wielką zaletą SuperLift jest odporność na wilgoć – odbite u nasady włosy nie oklapną nawet w wilgotne dni czy podczas potańcówki w plenerze. To coś, co doceniam latem: mnóstwo pracy wkładamy w uzyskanie objętości, a tu nagle wilgotne powietrze wszystko spłaszcza... Na szczęście z tym sprayem fryzura trzyma się wysoko przez cały dzień.
Jak z nim pracuję? Najlepiej stosować go na świeżo umyte, wilgotne włosy. Sekcja po sekcji, unoszę pasmo do góry i spryskuję u nasady – głównie na czubku głowy i po bokach, tam gdzie zależy nam na odbiciu. Następnie biorę szczotkę i podczas suszenia unoszę włosy od skóry (można też pochylać głowę w dół przy suszeniu, by uzyskać jeszcze więcej objętości).
Po wysuszeniu włosy naprawdę wyglądają na gęstsze i grubsze – uniesienie jest wielowymiarowe, a przy tym naturalne, bez efektu lakieru czy twardego hełmu. Spray ma delikatne działanie utrwalające u nasady, więc ta objętość nie znika po pięciu minutach.
Co więcej, w składzie znalazły się ekstrakty z hibiskusa i tulipana ognistego, które wzmacniają i nawilżają włosy, a prowitamina B5 wygładza pasma. Dzięki temu u nasady dbamy nie tylko o styl, ale i o kondycję włosów.
To świetny duet z mgiełką Cool Girl – najpierw SuperLift u nasady, potem Barely There Mist na długości i końce. Taka kombinacja daje fryzurę pełną objętości od skóry aż po końce, z tym charakterystycznym „cool girl” nieładem.
Często stosuję ten zestaw przygotowując włosy modelek przed tapowaniem na wybieg – żeby fryzura wyglądała spektakularnie, a jednocześnie była lekka i naturalnie się ruszała (nic gorszego niż sztywne tapirowane hełmy!). SuperLift Root Spray jest też odporny na wysoką temperaturę, więc spokojnie można po nim użyć lokówki czy prostownicy – on w zasadzie działa trochę jak taki wolumenizujący primer przed stylizacją na gorąco.
U wielu moich klientek z cienkimi włosami stał się ulubieńcem: mówią, że pierwszy raz mogą uzyskać odbicie włosów jak z salonu we własnej łazience. Dla mnie – złoto w sprayu!
Wykończenie i pielęgnacja – trwałość fryzury i zdrowe końce
Na koniec warto wspomnieć o dwóch produktach, które dopełniają stylizacje cool girl, zwłaszcza latem.
Pierwszy to Modern Hairspray, czyli nowoczesny lakier do włosów od Sam McKnight uwielbiany przez m.in. Bellę Hadid. Czemu nowoczesny? Bo zapewnia elastyczne utrwalenie i połysk, a przy tym działa jak termoochrona do 230°C. Używam go, gdy chcę utrwalić ułożone fale lub upięcia, ale zależy mi, by włosy pozostały miękkie w dotyku i sprężyste – ten lakier absolutnie nie robi „skorupy”, można go łatwo wyczesać.
Zawiera pantenol i inne składniki kondycjonujące, więc włosy się nie przesuszają. Latem doceniam go zwłaszcza za to, że zabezpiecza fryzurę przed wilgocią i nadaje jej subtelny blask – idealnie wykańcza fryzury boho, fale czy koczki, dodając im odrobiny glam.
Jeśli planujecie użyć lokówki lub prostownicy, spryskajcie wcześniej pasma Modern Hairspray – posłuży jako lekki spray termoochronny i stylizujący w jednym. Potem można nim również mgiełką utrwalić gotową fryzurę. To wielokrotnie nagradzany lakier (wyróżniony m.in. przez ELLE i Stylist Magazine) i must-have w moim zestawie każdego sezonu.
Drugi produkt to Happy Endings Nourishing Balm – odżywczy balsam do końcówek. Stylizacje teksturyzujące i słońce mogą czasem puszyć lub wysuszać końce włosów, dlatego zawsze na koniec pracy rozcieram kroplę Happy Endings w palcach i wtłaczam w same końcówki pasm.
Ten balsam działa cuda: ujarzmia puszące się kosmyki, wygładza i zabezpiecza końce przed rozdwajaniem. Zawiera m.in. prowitaminę B5 i masło shea, dzięki czemu włosy zyskują zdrowy wygląd, a jednocześnie nie tracą na objętości – balsam ich nie obciąża, bo stosujemy go tylko tam, gdzie potrzeba.
Uwielbiam efekt wykończenia tym produktem: nawet mocno rozczochrana fryzurka w stylu cool girl wygląda bardziej zadbanie i „premium”, gdy końcówki są gładkie i lśniące, a nie sterczą suche strzępki. To taka mała kropka nad „i” każdej stylizacji.
Mam nadzieję, że moje rekomendacje pozwolą Wam w pełni cieszyć się stylowym latem z włosami w roli głównej. Jako fryzjer z wieloletnim doświadczeniem mogę z ręką na sercu powiedzieć, że Hair by Sam McKnight to marka, która mnie nie zawodzi – łączy profesjonalne rezultaty z dbałością o kondycję włosów. Produkty z linii Cool Girl i ich uzupełnienie sprawdzają się na każdy typ włosów – od cienkich, przez normalne, po grube i kręcone – wystarczy dobrać sposób aplikacji.
W moim salonie często słyszę od klientek po stylizacji: „Nigdy nie sądziłam, że moje włosy mogą tak wyglądać!”
Teraz Wy również możecie osiągnąć taki efekt samodzielnie w domu, mając pod ręką kilka sprawdzonych kosmetyków. Czy to teksturyzująca mgiełka Cool Girl, suchy szampon Lazy Girl, spray solny Sundaze, czy inne perełki Sama McKnighta – każdy z nich doda Waszym włosom czegoś wyjątkowego.
Ja już zapakowałem te produkty do mojego wakacyjnego kuferka. A Wy? Gotowi na cool girl summer we własnej łazience?
Produkty Hair by Sam McKnight dostępne są wyłącznie w naszym butiku przy Miedzianej 6 oraz sklepie online
Amadeo Wilczewski – stylista fryzur i współtwórca salonów Hairmate na warszawskim Wilanowie i Powiślu. Pracował przy pokazach mody w Paryżu, m.in. dla Dior i Kenzo, a jego fryzury pojawiały się na okładkach magazynów takich jak Elle, Harper’s Bazaar czy L’Officiel. Współpracuje z wieloma polskimi gwiazdami, w tym z Małgorzatą Rozenek, Agnieszką Dygant czy Małgorzatą Korzuchowską. Czesał pierwsze damy - od Jolanty Kwaśniewskiej po Jil Biden. Łącząc perfekcyjny warsztat z wyczuciem estetyki i holistycznym podejściem do piękna nie idzie na kompromisy w jakości.
Zostaw komentarz